„B” Roz. III

- Znowu wychodzisz?
- Jak widać. Posprzątałem oba pokoje, klucze wiszą na recepcji.
- Nie o to chodzi. Miałam nadzieję, że wreszcie spędzisz trochę czasu z Kingą. Ona naprawdę się stara, to taka miła dziewczyna. Chciała dziś ugotować coś co lubisz. Mógłbyś jej pomóc. Poznalibyście się trochę.
- Nie mam ochoty jej poznawać. Wystarczy, że poznałaś się wystarczająco z jej ojcem.
- Kamil jak ty się do mnie odnosisz!
- Nie mam zamiaru udawać, że ją lubię albo co gorsza, że mi się podoba.
- Czemu jesteś taki uparty? Przecież to śliczna dziewczyna, mógłbyś zaprosić ją na studniówkę. Nie rozumiem czemu nie chcesz nawet spróbować.
- I nie musisz. Wychodzę.
- Kamil! Kamil!
Jeszcze tego brakowało. Do tej pory przynajmniej te ich wszystkie podchody były w miarę dyskretne ale teraz to przestaje być zabawne. A Kinga najwyraźniej tylko coraz bardziej ich podpuszcza. Studniówka? Mama sama na pewno na to nie wpadła. Co za chora sytuacja. Jak tak dalej pójdzie nasi rodzice w końcu się pobiorą. Liczą na podwójny ślub czy jak? Rodzinne obiadki, uśmieszki. Paranoja. Liczę dni do ich wyjazdu, ale i tak płyną za wolno. Szybkie zakupy, sprzątanie u właściciela domku i mogę iść pobiegać. Adrian miał się zająć małą do południa. Zadzwonię do niego jak skończę trening. Nie wiem czemu ale na myśl o nim mam ciarki chociaż już teraz jest ponad 25 stopni. Zastanawiam się czy zrobiłem na nim wrażenie. Widziałem jego zdziwienie ale nie wiem czy spodobało mu się jak teraz wyglądam. On pewnie nawet nie myśli w taki sposób. Może co najwyżej ocenić czy chciałby wyglądać podobnie ale to wygląd Kingi potrafił ocenić. Chyba zaczynam kpić sam z siebie. Mogę tylko żałośnie pokręcić głową nad własnymi myślami i usłyszeć za plecami kilka komentarzy kolonistów.

Dwanaście…Trzynaście…Czternaście…Piętnaście… Uff.
- Co robisz? – Kamila stała w progu trzymając za jedną łapkę wielkiego miśka, który ciągnął się za nią po podłodze.
- Pompki. Skończyłaś obrazek dla mamy?
- Tak tylko musisz go przyczepić do lodówki. Co pompujesz?
- Mięśnie mała. – Pogłaskał siostrę po głowie i ruszył do kuchni. – No no no coraz lepiej. Ale teraz musisz zrobić taki sam dla taty. Przyjeżdża za dwa tygodnie więc masz jeszcze dużo czasu.
- To zrobię większy!
- Biegnij. Wołaj gdyby coś się działo! Jestem w salonie!
Dobra teraz przysiady. Kolka mnie wykończy. Ale mam motywację. Przy Adrianie wyglądam jak stary, zaniedbany facet z wiszącą skórą i tłuszczykiem. Nigdy nie myślałem, że jestem gruby ale patrząc na jego mięśnie można popaść w kompleksy. Pięć miesięcy. Chociaż mówił, że ćwiczył już wcześniej ale od ferii trenował intensywniej. Dlaczego nie widziałem żadnych zmian w ferie? Jak teraz się nad tym zastanawiam to chyba wstawał zanim się obudziłem i dawno leżał już w łóżku kiedy wychodziłem z łazienki. Nie no nie możliwe żeby celowo tak się maskował. Widziałem jego ciało milion razy. Pewnie nie zauważyłem dopóki naprawdę nie było efektów. Im dłużej patrzę na strony z zestawami ćwiczeń tym bardziej odechciewa mi się jakichkolwiek ćwiczeń.
- Tak?
- Co robisz?
- Kończę sprzątać kuchnie.
- Przyjdź później na czwarte zejście.
- Okej daj mi jeszcze godzinkę. Twoja mama już wróciła?
- Właśnie widzę jak rozmawia z koleżanką przy furtce więc mam taką nadzieję.

Właściwie widziałem go już z daleka ale nie podszedłem. Siedziałem na skarpie i patrzyłem jak pływa, wychodzi z wody, chwilę ogrzewa się w słońcu i znowu biegnie w stronę morza. Tutaj mogłem go przynajmniej obserwować z bezczelną otwartością. Gapiłem się w niego tak jak faceci na kocu obok niego gapili się na dziewczyny grające w siatkówkę. Poszedłem do niego jakieś pół godziny później. A może minęła godzina?
- Cały drżysz. Zimno ci?
- Nie coś ty. To chyba z wysiłku. Kompletnie nie mam kondycji.
- Może na dzisiaj wystarczy?
- Może. W sumie trochę zgłodniałem. Nie wolno mi czegoś jeść?
- Fastfoodów i za dużo słodyczy. Ale z tym chyba nie masz problemu.
- Sam tłuszcz i cukier w nadmiarze? To nie będzie trudne. To co? Jakaś ryba?
- Może grillowisko?
- Czemu nie. Czemu nie odbierasz?
Nie chce odbierać. Matka dzwoniła już ponad dziesięć razy. Skrzynka jest przepełniona wiadomościami od Kingi i jej siostry. Kiedy wracasz, obiad gotowy, Kinga chciała pojechać na zakupy może wybrałbyś się z nią, wychodzimy z Jackiem wieczorem, posiedź trochę z dziewczynami… Mam straszną ochotę odpisać na nie wszystko jedno wielkie, zbiorowe dajcie mi święty spokój ale to tylko zaogni sytuację. Wyciszam telefon.
- Nie chce nawet tego słuchać.
- Posłuchasz wieczorem jak wrócisz do domu.
- Dziś raczej nie wracam. Przeniosłem kilka rzeczy do domku.
- Mogę zostać i ja?
- Jasne. Piwo?
- To tobie sprzedają co chcesz ja nadal nie mam szans.

Dlaczego nie umiem już traktować takich nocy jak czegoś zupełnie normalnego? Nocowaliśmy u siebie setki razy, przegadaliśmy więcej nocy niż faktycznie przespaliśmy, a mimo to… Sam siebie powinienem walnąć w głowę i to mocno. Coraz częściej śni mi się nocami, coraz rzadziej jako przyjaciel, coraz częściej jako… Kto właściwie? Kochanek z trudem przechodzi mi przez gardło ale chyba tak powinienem to ująć. Przez te miesiące lubiłem rano leżeć w łóżku i rozpamiętywać każdy sen, porównywać to co się w nim działo z rzeczywistością. To był duży błąd ale widzę to dopiero teraz kiedy jest blisko. Kilka razy złapałem się na tym, że mówię przez sen i kończę zdanie już rozbudzony. Jeśli klepnę coś przez sen… Po mnie. Dokładam do koszyka jeszcze dwa piwa. Może przynajmniej uzna to za jakieś pijackie majaki. Patrzę jeszcze na jakieś kolorowe drinki ale to już chyba przesada. Po pięć piw na każdego. Właściwie te zielone wyglądają całkiem ciekawie. Po dwa też nie zaszkodzi.

Mam wrażenie, że jest jakiś podminowany. Nie chce gadać o tym co się dzieje u niego w domu ale widzę, że ciągle o czymś myśli. Patrząc na ilość alkoholu, którą kupił to będzie długa noc. Upchnąłem w plecaku dwie siatki z jedzeniem i małą fajkę wodną. To jakiś prezent dla ojca od jego kolegów ale nigdy go nie użył bo nie pali. Ja właściwie też nie, Kamil też, ale chyba w tej sytuacji nie będzie protestował. Też nie mogę przestać myśleć o tym co się u niego dzieje. Z przyjemnością wyciągnąłbym go stamtąd i odciął od tej farsy tylko, że nie mam jak. Jedyny plus jest taki, że jego matka nie ma pojęcia, że nadal mamy wstęp do tego domku. Według oficjalnej wersji domkiem zajmuje się syn właściciela i pod jego nieobecność nikt nie ma tam wstępu. Zaraz po wejściu zakładamy na okna ciężkie koce i nieprzeźroczyste zasłony złożone na pół dla lepszego efektu. Nawet gdyby nas szukała nie zauważy światła. Otwieramy okna na górze i w pomieszczeniach na dole poza tym, w którym sami jesteśmy. Pokój jest schowany za wysokimi krzewami więc nikt nie podejdzie podsłuchiwać bezpośrednio, ale gdyby to jednak lepiej żeby te okna były zamknięte. Nawet nie musimy niczego uzgadniać. Dobrze wiem, że chce się ukryć. Przenosimy do pokoju kilka koców, poduszki i duży pompowany materac. Okazuje się, że mamy nawet laptop. W tle zaczyna lecieć jakiś stary film akcji. W kolejce czeka kolejnych siedem tytułów. Pierwsze piwo się kończy, a ciepło rozlewa się wewnątrz żył. Kamil jest już w połowie drugiego.
- Chcesz się upić?
- Czemu nie? Taki reset dobrze mi zrobi.
- A właśnie zapomniałem. Zapalisz?
Skrzywił się trochę ale ostatecznie kiwnął głową. Rozżarzyłem węgielek i podłączyłem obie rurki. Dym trochę gryzie w gardło ale działanie piwa na pewno właśnie się zwielokrotniło. Czuje drżenie w nogach więc kładę się na boku i wpatruje w monitor. Jakiś przyklejony do ściany facet próbuje trzęsącymi się dłońmi zmienić magazynek w swoim pistolecie.
- Hej zwolnij trochę. Nie skończyłem nawet drugiego piwa, a ty kończysz czwarte. Zezgonujesz się i co ja tu będę robił sam całą noc?
- Przepraszam ale tak mi lepiej. Chociaż trochę łatwiej wiesz? Bo tak to wszystko jest do dupy. A właściwie to nawet gorzej.

Pamiętam jeszcze jak odstawiałem puszkę po trzecim piwie i zaciągnąłem się kilka razy z fajki. Reszta jest trochę rozmazana jakby ktoś nałożył filtr. Słyszałem samego siebie mówiącego jakieś kompletne głupoty ale wiedziałem, że ta cała paplanina zmierza w bardzo złym kierunku.

- Jeśli myślą, że zaproszę ją na tą cholerną studniówkę to są w dużym błędzie. A w jeszcze większym jeśli liczą, że spędzę z nią chociaż jeden dzień.
- Może wystarczyłoby pokazać się jej z jakąś inną dziewczyną? No wiesz taka pokazówka.
- Jest za bardzo zapatrzona w siebie i przekonana, że dostanie wszystko czego chce. Pewnie potraktowałaby to jako wyzwanie nie jako komunikat.
- Nie dasz rady unikać jej do końca życia. Jeśli wasi starzy będą razem to ciągle będziecie się spotykać.
- Jakie to szczęście, że idę na studia i nie będę musiał tego oglądać.
- Nie wiem jak dałeś radę wlać w siebie tyle alkoholu, w takim tempie i dalej siedzieć. Kręci mi się w głowie.
- Mi też ale nie skupiam się na tym.
- Połóż się. Przestawimy laptop to chociaż będzie nam wygodniej oglądać.

Żałowałem, że tyle wypiłem. Leżeliśmy na tym samym materacu, ramie w ramie. Czułem jak bije od niego ciepło, słyszałem jego oddech i widziałem zaszklone od alkoholu oczy. Gdybym mógł go pocałować zrobiłbym to bez zastanowienia. Wystarczyłoby lekko się unieść, pochylić nad nim i dotknąć jego warg. Takie proste. Monitor właśnie wyświetlił jakąś parę ratującą się wzajemnie z opresji. Patrzą sobie w oczy, całują się. Nigdy szczególnie nie zwracałem uwagi na takie sceny. Nie potrzebnie przedłużały przerwy między scenami walk albo pościgów.

- Wiesz co jakoś nie mogę sobie przypomnieć żebyś kiedykolwiek mówił mi o swoim pierwszym pocałunku. Wiem, że to głupie ale jakoś tak mi się przypomniało. Pamiętam, że ja nie mogłem wytrzymać musiałem ci zaraz opowiedzieć.

Adrian się śmiał, a mi wszystkie emocje i słowa uwięzły w gardle. Chciałem rzucić od niechcenia jakąś odpowiedź, ale nie mogłem. Miałem wewnątrz taką pustkę, że nawet nie chciało mi się kłamać.
- Nie miałem ci o czym powiedzieć. Czekałem na wyjątkową osobę ale nic z tego.

„B” Roz. II

- Jest mi gorąco!
- Mi to mówisz? Nie przebiegłeś nawet połowy tego co ja.
Adrian przekręcił głowę w stronę, z której czuł delikatny, chłodny powiew.
- Jeśli chciałeś się mnie pozbyć trzeba było zrzucić mnie z klifu zamiast zmuszać do tej cholernej bieganiny.
- Przyzwyczaisz się. Pierwszy tydzień jest najgorszy.
- Tydzień? Czuje zakwasy nawet jak leże! Nie śmiej się! Ja tu cierpię!
- No już dobra dobra nie maż się tak. – Potargał mu pełne piasku włosy.
- Właściwie co cię tak wzięło na te ćwiczenia?
- Czy ja wiem?
- Dziewczyna?
- Nie.
Przyjrzał mu się uważnie. Rzadko odpowiadał tak zdawkowo. Właściwie czemu nigdy nie mówił mu o żadnej dziewczynie?
- Gdzie woda? Zaraz się usmażę.
- Pewnie i tak jest już ciepła. – Wstał i otrzepał spodnie z piachu. – Chodź umocnili wejście przy lasku więc chociaż do sklepu jest blisko.
- Przy lasku? Te strome schody? – Adrian jęknął i zakrył twarz. – To już wolę się smażyć.
- Teraz jest bez schodów. No chodź bo będę cię miał na sumieniu.
- I słusznie!

- Czeeeść! Kamil! Pół dnia cię szukam!
- Cześć.
- O! To ten kolega, o którym mówiła twoja mama? Miło poznać jestem Kinga.
- Cześć. Ciebie też miło poznać.
- No to jak może jednak pójdziemy na plażę? Twoja mama mówiła, że znasz trochę mniej zatłoczone miejsca. – Złapała Kamila pod rękę jednak sprawnie się wykręcił. Spochmurniała ale nie dała się wyprowadzić z równowagi. – Okej może jutro. Rozumiem, że chcecie pogadać. Do zobaczenia na obiedzie!
- Nie wybieram się!
Odwróciła się z zaciśniętymi pięściami i ruszyła w dół klifu.
- Kto to? Twoja dziewczyna?
- Córka faceta mojej matki.
- Całkiem ładna nie?
- Jeśli jesteś zainteresowany droga wolna.
- Przestań podobasz jej się. Mieszkają z wami?
- Przyjechali tydzień temu.
- No no to teraz wiem dlaczego tak ćwiczyłeś nieźle.
- Nic nie wiesz!
Adrian stanął jak wryty. Takiego tonu się nie spodziewał. Kamil nawet się nie odwrócił. Brnął na przód nie zwracając na niego uwagi.
- Co cię do cholery ugryzło?!

- Już jesteś? Obiad jeszcze nie gotowy.
- To nic nie jestem jeszcze głodny. Idę pod prysznic.
- Nie widziałeś gdzieś Kamili? Miała iść z koleżanką na lody.
- Nie byłem na deptaku.
- A okej. Nie zachlap dywaników!
Chłodna woda nareszcie. Całe ramiona mnie pieką. Ciekawe czy ten krem nadaje się jeszcze do użycia. Obrócił butelkę w dłoni sprawdzając datę.
Cholera może jednak przesadziłem. Widać nie lubi tej blondyny. Ciekawe dlaczego. Wydawała się dość miła, ale może to tak dla zasady. Jak tak dalej pójdzie będą rodzeństwem.
Woda skapywała powoli wypłukując resztki jasnego piasku z brązowych włosów. Sięgnął po ręcznik i rzucił okiem na telefon. Jedna nowa wiadomość.

Właściwie nawet nie wiem kiedy przestał za mną iść. Nie powinienem tak na niego naskakiwać ale mnie wkurwił. Wystarczy, że matka na każdym kroku podkreśla jak bardzo pasowalibyśmy do siebie z Kingą, a jej ojciec tylko się uśmiecha. Ale najbardziej mam dość jej samej. Klei się do mnie na każdym kroku, ciągle ma jakieś pytanie, a przeszła samą siebie jak próbowała wejść do łazienki kiedy się kąpałem. Nie nie chce tam iść. Nie mam już dziś na to ani siły ani ochoty. Od paru tygodni porządkowałem letni domek jednego z sąsiadów. To starszy pan, jego syn jest ode mnie jakieś dwanaście lat starszy i na początku roku wyjechał do pracy za granicę. W poprzednich latach zdarzało im się go wynajmować ale teraz nikt nie ma czasu i siły go odnowić. W zamian za opiekę, zakupy i sprzątanie mogę tam siedzieć do woli. Zawracam. Mam tam kilka rzeczy nie muszę iść do domu. Przynajmniej jeszcze nie teraz. W domku panuje przyjemny chłód i cisza. Zawsze kończyliśmy tutaj wakacje. Mamy taki swój głupi rytuał, który podpatrzyliśmy chyba w jakimś filmie. Ostatniego wieczora przed wyjazdem Adriana idziemy na plażę, rozpalamy ognisko, a kiedy wybija północ wskakujemy nago do wody. Później nocujemy w domku i rano idziemy do siebie bez pożegnań. Czasem uśmiecham się do własnych wspomnień. Dwa lata temu jakaś para uznała nas za zboczeńców i uciekła z krzykiem. Wezmę prysznic i zrobię zakupy. Muszę jeszcze pomóc panu Tomaszowi z obiadem. Później napisze do Adriana. Teraz mi głupio ale nie umiem mu tego wszystkiego wyjaśnić. Nie chciałem żeby ją poznał. Nie odczepi się, a on nie potrafi być dla kogoś wredny bez powodu. Chociaż prędzej czy później sam zobaczy, że o powód nie będzie tu trudno. Co ja mam z tym wszystkim zrobić?

- I jak tam?
Adrian usiadł na kamieniu obok i wyciągnął z kieszeni kawałek bułki.
- Sory za wcześniej. Nie potrzebnie się uniosłem. Jest natrętna i klei się do mnie na każdym kroku. Jej siostra jest młodsza ale już widać, że będzie taka sama.
- Wydaje się całkiem miła ale w końcu to ty ją znasz.
Rzucił kawałki porwanego pieczywa w górę. Kilka sekund później wokół nich zaroiło się od mew.
- Mają tu być do końca lipca. Zwariuje do tego czasu.
- Już gorzej z tobą nie będzie. Ej! Fu! Mam piach w buzi.
- Nie daj mi zwariować okej? Jeśli zostanę z nią sam na sam… To się skończy płaczem.
- Twoim? O to bym cię nie podejrzewał.

Mimowolnie zacząłem się śmiać. Chyba byłem już po prostu zmęczony. Teraz przynajmniej jedna osoba stanie zawsze po mojej stronie. Patrzę na niego i widzę uśmiech, za którym tęskniłem. Tęskniłem. Teraz potrafię to przyznać. Dwa lata temu na wakacje do pensjonatu mojej mamy przyjechała rodzina z dziećmi. Chłopak i dziewczyna oboje mniej więcej w naszym wieku. Zaczęliśmy wychodzić razem z nimi ale piątego dnia musiałem najpierw pomóc mamie sprzątać. Pamiętam, że później zauważyłem ich idących w dół ulicy do plaży. Adrian śmiał się i przepychał z tamtym chłopakiem, a później obaj złapali jego siostrę i nieśli ją na ramionach. Poczułem ból w sercu jakbym patrzył na kogoś kogo straciłem. Nie mogłem sobie z tym poradzić. Wieczorem oni nadal świetnie się bawili, a ja siedziałem z boku i rysowałem na piasku. Czułem się głupio ale było mi tak strasznie i irracjonalnie przykro. Adrian chyba zauważył w czym problem bo cały kolejny dzień ciągnął mnie w najdalsze zakątki miasta byle tylko ich nie spotkać. Na koniec dnia powiedział coś co rozwiązało moje wątpliwości.
Dla mnie liczysz się ty. Nie muszę z nimi wychodzić. Wolę poczekać na ciebie.
Miałem ochotę go przytulić ale wiedziałem jak dziwnie by to wyglądało. Ostatniego dnia tamtych wakacji ciężko mi było przemóc się i rozebrać na jego oczach. Kiedy spał obok nie mogłem zmrużyć oka. Patrzyłem na niego całą noc, a później złamałem naszą obietnicę i przyszedłem patrzeć jak odjeżdża. Przecierpiałem bal gimnazjalny, na który zabrał dziewczynę, o której opowiadał mi kilka tygodni i chociaż nie powinienem to cieszyłem się jak dziecko kiedy stwierdził, że nie chce mu się teraz pakować w związki. Wiedziałem o tych wszystkich dziewczyna z nowego liceum, które poznał i które z nich go zainteresowały. To mi opowiadał o każdym spotkaniu, pocałunkach. A ja zaczął z czasem kłamać, że kamera internetowa się zepsuła. Nie chciałem żeby widział jak okropnie bolą mnie te wszystkie słowa. Bałem się własnych uczuć. To mój najlepszy przyjaciel, a ja miałem sny, w których go całowałem. Chyba faktycznie trochę zwariowałem.
- Gorąca czekolada?
- Otworzyli barek pod sosnami?
- Już pierwszego czerwca był otwarty.
- I mówisz mi to dopiero teraz? – Adrian jęknął z wyrzutem i odepchnął się od kamieni. – Nie wierzę po prostu nie wierzę.

„A” Roz. XVIII

- Zajmujemy pokój na górze! Tymek czuj się jak u siebie.
- A co ze mną?
- Ty chyba od dawna tak się tutaj czujesz co?
Patryk uśmiechnął się szeroko i rozłożył się na kanapie.
- O tym mówiłam. Idziemy popływać. Zamówcie jakąś pizze zjemy jak wrócimy.
- Rozkaz!
Drzwi zamknęły się ze zgrzytem. Tymek rozejrzał się dookoła. Domek był całkiem spory jak na letni wypoczynek.
- Chodź. Pokażę ci drugi pokój.
Ruszyli wgłąb domku. Za schodami ukryte było dwoje drzwi.
- Po lewo jest łazienka. Sylwia i Rafał mają swoją na górze więc nie musisz się przejmować.
Nacisnął klamkę łokciem i pchnął drzwi.
- A tutaj musisz wytrzymać dwa tygodnie. Ze mną.
Tymek przecisnął się zza jego pleców i odstawił torbę. W pokoju znajdowało się tylko duże, dwuosobowe łóżko i szafa zajmująca całą ścianę. Dwa tygodnie. Sami w jednym pokoju. Zaschło mu w gardle. Czemu tak się boję?
- Chcesz iść nad jezioro? Czy najpierw coś zjemy?
- Właściwie możemy coś zamówić.
- Ok. Ciekawe czy ulotka nadal wisi na lodówce. Rozpakuj się jeśli chcesz zaraz wracam.
Rozłożył na półkach kolejne partie ubrań. Wyjrzał na korytarz. Patryk nadal próbował dodzwonić się do pizzeri. Sięgnął do walizki i wyjął z bocznej kieszeni kolorową buteleczkę. Na samą myśl zaczynał się wstydzić, a gdyby jeszcze Patryk go zauważył… Wepchnął lubrykant pod warstwę bluz i wrzucił torby na szafę. Spojrzał na bagaż Patryka. Z kuchni dochodził cichy odgłos rozmowy. Rozsunął suwak i wyjął pierwszą warstwę ubrań.
- Gotowe. Czas oczekiwania godzina. Nie najgorzej. Nie musisz mnie rozpakowywać. Daj.
Musnął go wargami i wyjął torbę z rąk.
- Za domkiem jest całkiem fajny ogródek. Możesz go obejrzeć jeśli chcesz przyjdę za pięć minut.

Przejrzał kilka szuflad zanim znalazł właściwą ulotkę. Wujek i ciotka Sylwi spędzali tu każdy wolny termin w swoich napiętych grafikach więc rzadko rzeczy leżały dłużej w jednym miejscu. Wybrał numer i oparł się o blat czekając na zgłoszenie. Widział cień Tymka przesuwający się po podłodze. Dwa tygodnie razem. Dwa tygodnie zasypiania i budzenia się obok niego. Uszczypnął się lekko. Im lepiej się im układało tym częściej potrzebował się upewnić, że to nie tylko jego wyobraźnia. Był tam. Obaj tam byli. Przerobił w myślach milion scenariuszy chociaż był pewien, że żaden nie jest nawet trochę realny. Odłożył telefon i wrócił do pokoju. Tymek właśnie wyjmował jego rzeczy z pierwszej torby. Miał wielką ochotę złapać go, wciągnąć do łóżka i nie wypuścić z objęć przez resztę dni. Ale to właśnie tego momentu się bał.

- Żałujcie! Póki co jest jeszcze niewiele ludzi da się normalnie posiedzieć i nie wkurwić na wszystko dookoła. Jest z ananasem? O dzięki.
- A jak woda?
- Jeszcze trochę zimna ale przepłynąłem się kilka razy do boi.
- Jutro idziecie od rana?
- No jafne.
- Jak tak dalej pójdzie zjesz całą sama.
- No i so s tego?
Rzuciła Patrykowi piorunujące spojrzenie i sięgnęła po kolejny kawałek.
- To co robimy wieczorem? – Rafał przeciągnął się i ułożył na kanapie obok swojej dziewczyny.
- Podobno jest jakaś impreza otwierająca lato. Po drugiej stronie jeziora ale mamy całkiem fajny skrót.
- Może być fajnie. Patryk? Tymek?
- Czemu nie.
- Super! No to wychodzimy koło dwudziestej. Idę się wykąpać.
- No idź za nią. My idziemy na spacer. Wrócimy koło osiemnastej.
Patryk mrugnął do niego porozumiewawczo i złapał Tymka za rękę. Rafał z zakłopotaniem skinął głową i ruszył w stronę schodów.
- Pokaże ci okolice. Kiedyś przyjeżdżaliśmy tu z rodzicami Sylwii.

- O rany ale jestem zmęczona. Nie czuję nóg!
- Nie ma mowy żebym jeszcze cokolwiek zrobił idę spać.
- A mycie?
Rafał schylił się i pocałował Sylwię w czoło.
- Jakoś przeżyjesz kochanie.
- Nie ma mowy! Idziemy razem. Dobranoc chłopaki!
- Dobranoc!
- Dobrej nocy!
- Nie sądziłem, że można tańczyć tyle godzin z rzędu. To lepsze niż trening.
- Nawet nic mi nie mów. – Patryk oparł się ciężko o kuchenny blat. – Myślałem, że nie wrócę do domku. Nawet myślenie o dojściu do pokoju mnie boli.
- Idę wziąć prysznic. Mogę pierwszy?
- Jasne.

Kilka minut bił się z myślami czy za nim pójść. Poczekał aż Tymek zniknął w łazience. Słyszał jak pod prysznicem zaczęła płynąć woda. Alkohol nadal płynął w żyłach tłumiąc strach i wstyd. Zabrał z pokoju kilka rzeczy i stanął przed drzwiami łazienki. Położył dłoń na klamce i odetchnął głęboko. Nadal słyszał szum wody. Para rozmywała ostrość widzenia ale zarys sylwetki Tymka był aż nazbyt oczywisty. Widział jak się odwraca i robi krok w tył. Ręce zastygły w połowie ruchu.
- Coś się stało?
Głos lekko mu zadrżał. Patryk uśmiechnął się i spuścił na chwilę wzrok. Jeszcze nigdy Tymek nie był tak fizycznie blisko niego.
- Mogę się przyłączyć? T…tak będzie szybciej.
Podniósł wzrok. Tymek nie odpowiedział tylko kiwnął głową.

Przez wodę przebił się cichy brzęk paska. Tymek spojrzał na swoje ręce. Cały się trząsł chociaż gorąca woda nieustannie obmywała jego ciało. Przesunął się o krok kiedy Patryk zbliżył się do prysznica. Chciał być blisko niego, a jedyne o czym teraz myślał to ucieczka. Nie umiał nawet na niego spojrzeć. Muszę coś powiedzieć, zrobić, cokolwiek.
- Tymek? Wszystko dobrze?
- T…tak.
Poczuł dłoń Patryka na swojej twarzy. Zupełnie jak wtedy. Delikatnie odwrócił go w swoją stronę i pocałował. Usta powoli przeszły z jego własnych na żuchwę, szyję i ramię. Palce delikatnie muskały ręce, boki i biodra.
- Jesteś taki piękny.
- N…nie p…prawda.
- Mogę… cię dotknąć?
- Przecież cały czas… ah… to robisz.
Uśmiechnął się i oparł go o ścianę.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też.
- Proszę… Nie uciekaj dobrze?

Chciałem uciec. Wstydziłem się jak nigdy w życiu. Nie mogłem nad sobą zapanować. Też chciałem go dotknąć ale tak bardzo się bałem. Bałem się, że go do siebie zrażę, że nie mam pojęcia co i jak robić. Przez sekundę spojrzałem na jego ciało. Nie wiem czemu tak na mnie działał. Nigdy wcześniej nawet bym nie pomyślał, że może mi się spodobać inny facet. A teraz stał przede mną on i moje ciało robiło wszystko od zrobienia czego chciałem je powstrzymać. Przynajmniej kiedy mnie całował woda tłumiła resztki odgłosów, nad którymi nie panowałem. Zbliżał się do mnie coraz bardziej. Czułem jego skórę ocierającą się o moją i mało nie dostałem szału. Nawet nie pamiętam kiedy zacząłem go dotykać. Moje ciało odłączyło się od tego co podpowiadał mu mózg. Czułem jego mięśnie brzucha, linię kręgosłupa i kości bioder. Byłem coraz bardziej podniecony, ale im silniej starałem się to ukryć i odsunąć go od siebie tym bardziej on się zbliżał i przesuwał dłonie w dół. W duchu modliłem się, żeby nie dotknął mnie jeszcze niżej. Wiedziałem, że nie wytrzymam nawet sekundy.

Czułem jak bardzo drży. Ja też nie mogłem opanować drżenia rąk. Przez chwilę nawet chciałem wyjść ale wiedziałem, że żałowałbym tego do końca życia. Wreszcie mogliśmy być przez chwilę sami. Bez obaw, że ktoś wejdzie do pokoju, zawoła któregoś z nas. Czułem jak po każdym pocałunku przez jego ciało przechodzi kolejna fala dreszczy. Kiedy mnie dotknął poczułem jak tracę siłę. Przez chwilę bałem się, że jeszcze ruch i nie utrzymam się na nogach. Czułem jego rozgrzane palce na plecach i brzuchu, słyszałem urywany oddech i ciche jęki. Do głowy zaczęły mi napływać wspomnienia tego co wydarzyło się kilka lat wcześniej. Odpychałem je od siebie i starałem się zrobić wszystko żeby go nie skrzywdzić. Szumiało mi w głowie. Próbował się wyrwać ale tylko przez chwilę. Musnąłem go palcami i czekałem na reakcję. Nie uciekał. Patrzył na mnie przymrużonymi oczami. Oddychał szybko i ten oddech działał na mnie najbardziej. Otoczyłem jego penis ręką i najdelikatniej jak umiałem przesunąłem w górę i w dół. Podtrzymałem go silniej przy ścianie i poczułem jak jego dłoń przyjmuje podobną pozycję. Straciłem kontrolę. Słyszałem jego coraz głośniejsze jęki. Wbijał zęby w moje ramie, a ja nie czułem nawet odrobiny bólu. Kilka sekund później poczułem ciepło rozlewające się po mojej dłoni i też nie miałem siły dłużej się hamować. Opadłem na kolana. Kręciło mi się w głowie. Obrazy z przeszłości przewinęły się szybko ale wydawały mi się oglądanym w innym życiu koszmarem. Teraz już tak nie będzie. Oparłem czoło o jego brzuch i musnąłem ustami. Nadal drżał mimo gorącej wody nieustannie lejącej się na nasze ciała.

Poczułem tylko delikatny dotyk jego rąk. Kolana miałem jak z waty. Nie mogłem już dłużej stać. Podtrzymał mnie chociaż czułem wyraźnie, że sam jest już na skraju. Moje ciało powtórzyło jego ruchy. Przez głowę przemknęło mi jeszcze jak dobrze jest obdarzony. Zrobiło mi się jeszcze bardziej gorąco niż dotychczas. Z każdym jego ruchem coraz bardziej brakowało mi tchu. Nigdy nie było mi tak przyjemnie. Nie chciałem żeby ta chwila się skończyła chociaż sama ta myśl zawstydzała mnie do głębi. Nie mam pojęcia co robiłem. Nie umiem sobie przypomnieć nic poza jego spojrzeniem i falami gorąca i dreszczy, które rozchodziły się na przemian od serca przez całe ciało. Nie mogłem już dłużej panować nad żadnym odruchem. Resztki sił kompletnie mnie opuściły. Przez chwilę przed oczami tańczyły wszystkie możliwe kolory i wzory. Czułem jak penis Patryka pulsuje w mojej dłoni. Upadł na kolana. Chciałem się do niego schylić ale ciało nie reagowało na moje prośby. Nadal mnie podtrzymywał. Czułem jego dłonie, jego usta na moim brzuchu. Nie wiem jak długo to wszystko trwało. Wiem tylko, że z pewnością równie długo siedzieliśmy później razem pod strumieniem wody i się całowaliśmy. Tak po prostu nie patrząc na zegarek, bez pośpiechu, bez nerwów. I nawet jeśli zrobiło się już południe to miałem to gdzieś. Jak dla mnie kolejne godziny mogły już nie nadchodzić.

„B” Roz. I

- Nigdzie nie jadę!
- Adrian przestań dyskutować! Gdzie zabawki Kamili?
- Już w samochodzie.
- Adrian wsiadaj. Gdzie tak pobrudziłeś spodnie? Ah nie ważne. Siadaj już.
- Nie chce jechać! Czego nie rozumiecie w słowie nie!
- Synu nie jeden chłopiec w twoim wieku byłby zachwycony dwom miesiącami nad morzem. Od dwóch lat jest to samo.
- Chce zostać w mieście. Nie mam tam żadnych kolegów wszyscy tutaj zostają grają w piłkę i świetnie się bawią, a ja wracam po dwóch miesiącach jak już wszyscy zapominają o moim istnieniu! Nienawidzę was!
- Wsiadaj. Bez dyskusji. Bezpiecznej drogi kochanie zobaczymy się za dwa tygodnie.
- Ty też na siebie uważaj. Powodzenia z tym zleceniodawcą. Oby wreszcie coś mu się spodobało.
- Mam taką nadzieję. Pa córeczko. Pa synku.
Odsunął się przed ojcem i włożył słuchawki w uszy. Reszta rozmowy między rodzicami rozpłynęła się w dźwiękach Metalici i Green Day. Co roku to samo. Ojciec pozbywa się ich żeby móc w spokoju pracować. Matka będzie całe dnie przesiadywać z koleżankami na plaży i oczywiście oni będą musieli iść razem z nią. Jego siostrze było wszystko jedno miała dopiero trzy latka i nie wiele rozumiała. On niedługo miał skończyć trzynaście lat i miał tego serdecznie dosyć. Nawet nie pamiętał momentu , w którym jego rodzice kupili mały, letni domek nad morzem. Na początku świetnie się tam bawił mimo tego, że nikogo tam nie znał. Godzinami budował zamki z piasku, uczył się pływać i karmił mewy. Odliczał dni do wyjazdu na wakacje już pierwszego dnia szkoły. Im był starszy tym mniej miał ochotę na dwa miesiące izolacji. Z każdym rokiem coraz bardziej czuł jak oddala się od kolegów po każdym powrocie z wakacji. Zanim nadrobił wszystkie wydarzenia, które go ominęły wszyscy zajmowali się już czymś zupełnie innym.
Za oknem przesuwały się kolejne znajome krajobrazy. Mógł już z pamięci odtworzyć każde drzewo, dom i reklamę na tej trasie. Przed nimi kilka godzin drogi. Zamknął oczy i oparł głowę o chłodną szybę.
- Adrian jesteśmy na miejscu.
Otworzył oczy i zamrugał gwałtownie. Do oczu napłynęły łzy kiedy oślepiło go mocne słońce. Odszukał na podłodze słuchawki, które wypadły mu z uszu i wyszedł rozprostować nogi. Nic się nie zmieniło. Chwycił z bagażnika dwie torby i szybko wniósł je do pokoju. Wszędzie było pełno kurzu i pajęczyn. Powoli wzbierała w nim złość. Teraz zmusi go jeszcze do sprzątania świetnie.
- Adrian zajmij się Kamilą. Wypakuje część rzeczy i ogarniemy trochę ten bałagan. Wnieś jeszcze pozostałe rzeczy. A i włącz wodę!
Miał dość. Co roku to samo. A właściwie to z każdym rokiem było tylko gorzej bo był coraz starszy.
- Adrian mówię do ciebie. Musimy to wszystko ogarnąć przecież nie będziemy tak siedzieć przez dwa miesiące.
- Sama chciałaś tu siedzieć! Trzeba mnie było zostawić z ojcem tak jak prosiłem! Odczepcie się ode mnie! Mam was dość!
- Adrian!
Mam dość mam dość mam dość mam dość…
Furtka. Skrzypnięcie zawiasów. Klakson samochodu. Jacyś ludzie. Biegł dalej. Było jedno miejsce, które miał tylko dla siebie, gdzie rodzice nigdy za nim nie trafili. Miejscowość była mała nie bali się kiedy znikał gdzieś na kilka godzin. Czuł palące słońce na skórze. Biegł coraz szybciej aż wpadł na zacienioną ścieżkę biegnącą wzdłuż klifu. Rozejrzał się i skręcił za jedno z drzew. Kilkadziesiąt metrów dalej, ukryta przed wzrokiem innych osób. Spędzał na tej polanie całe godziny. Nawet nie umiał powiedzieć co tak bardzo w niej lubi. Kilka wysokich krzewów i wysoka, nigdy nie wykaszana trawa chroniły to miejsce przed przypadkowymi spacerującymi. Mieszkańcy pewnie je znali ale jeszcze nigdy na nikogo się tu nie natknął. Usiadł na pieńku i oparł się o znajdujące się za nim drzewo. Mogłem zabrać coś do picia.
Złość nadal w nim buzowała ale przynajmniej miał kilka godzin dla siebie. Nie musiał słuchać tych samych poleceń co przez cały rok. Nie musiał zajmować się siostrą tak jak robił to przez cały rok. Całe jego życie wyglądało tak samo i nawet w wakacje nie mógł żyć tak jak chciał.
Po drugiej stronie polany zatrzęsły się liście. Wyprostował się i zmrużył oczy. Z pomiędzy krzewów wyszedł jakiś chłopak. No nie tylko tego brakowało.
- Cześć. Skąd znasz to miejsce? Nigdy cię tu nie widziałem.
- Ja ciebie też nie.
Patrzyli na siebie przez chwilę bez słowa.
- Jestem Kamil. – Chłopak uśmiechnął się i wyciągnął do niego rękę.
- Adrian. Nie jestem stąd przyjechałem na wakacje.
- Ja niedawno się przeprowadziłem. W sumie nie zbyt daleko bo tylko pięć kilometrów ale zawsze. Na długo przyjechałeś?
- Na dwa miesiące. Jak co roku.
- Serio? Ale super!
- Co w tym takiego super?
Kamil popatrzył na niego nic nie rozumiejąc.
- Ja nigdzie nie wyjeżdżam. Mama prowadzi pensjonat, tata pracuje za granicą i rzadko przyjeżdża. Chciałbym pojechać dokądkolwiek choćby na tydzień.
- Nie wolisz spędzić wakacji z kolegami?
- Mam ich przez cały rok. Oni wyjeżdżają, a później spędzam kilka godzin opowiadając każdemu z osobna co się wydarzyło. Żadna atrakcja. – Popatrzył na niego z tym samym uśmiechem. – No już rozchmurz się trochę. Jeśli chcesz to sobie pójdę nie chce ci przeszkadzać. Jakoś wytrzymam dwa miesiące bez tego miejsca. W końcu mam jego przez pozostałe dziesięć miesięcy. Na razie.
- Czekaj! Może…
- Idziemy na gofry? Tydzień temu otworzyli nową budkę są naprawdę niesamowite!

4 lata później…

- Tak zaraz wyjeżdżamy. I mam twoją bluzę chyba przetrwała od ferii w całkiem niezłym stanie.
- Skoro tak mówisz. Zaraz idę szukać twojej gry. Zupełnie o niej zapomniałem.
- Daj spokój przeszedłem ją już tyle razy, że chyba mam dość na całe życie.
- Więc może sama się znajdzie. W każdym razie jest gdzieś w pokoju gotowa do odbioru.
- Co ty nie powiesz. Dobra pakują torby do samochodu. Muszę iść. Odezwę się jak będziemy dojeżdżać.
- Przyjdź od razu na polankę. Mogę nie mieć zasięgu, a chciałem trochę poćwiczyć. Wiesz w sezonie hałasowanie gościom nad głową nie wchodzi w grę.
- Po tym co opowiadasz zastanawiam się czy cię poznam. Ciekawe jak można się zmienić po pięciu miesiącach ćwiczeń.
- Ha! Sam zobaczysz.
- Adrian jedziemy! Chodź już.
- Idę mamo! Do zobaczenia niedługo.
- Do zobaczenia.

- Na pewno wszystko spakowałeś?
- Tak pytałaś już trzy razy. Mam wszystko.
- Kamilko siedem lalek wystarczy.
- Ale im będzie smutno.
Matka westchnęła i wsiadła do samochodu.
- Wszyscy gotowi? W drogę!

Od tamtego dnia wszystko się zmieniło. On wszystko zmienił. Tamte wakacje cztery lata temu były czymś zupełnie nowym. Nawet nie wiem kiedy ten czas zleciał. Właściwie tylko się rozpakowałem, a już musiałem się szykować do powrotu. Nie żałowałem czasu jaki mogłem spędzić z kolegami na podwórku. Ale żałowałem czasu jaki mógłbym spędzić z nim gdyby wakacje trwały dłużej. Jak tylko wróciłem od razu do niego zadzwoniłem. Gadaliśmy na skype, opowiadaliśmy sobie co się wydarzyło, zwierzaliśmy się z naszych sekretów i problemów. Kiedy okazało się, że jego rodzice mają się rozwieźć byłem bezradny. Czułem się jak w klatce. Chciałem przy nim być, a ograniczało mnie ponad pięćset kilometrów. Ubłagałem rodziców, żeby zadzwonili do jego mamy i poprosili żeby mógł przyjechać do nas na ferie. Kilka dni później czekaliśmy na pociąg, którym miał przyjechać. Przegadaliśmy kilka nocy. Chodziliśmy po mieście, graliśmy w gry. Cała reszta świata przez chwilę nie istniała. Kolejne wakacje, ferie, rozmowy. Nie pamiętam jak to było kiedy go nie znałem. Prawdę mówiąc nie chce pamiętać. Nie mam bliższej osoby.

- Ta trasa coraz bardziej mnie wykańcza. Moja szyja. Adrian wniesiesz rzeczy? Kamilko pomóż bratu zabierz swoje zabawki.
- Rozpakuje się i wychodzę. Posprzątam jutro.
- Niech będzie ale wróć przed północą. Chciałabym się dzisiaj wyspać bez martwienia się o ciebie.
- Dobra.

Nic się nie zmieniło. Jakbym wcale nie wyjechał. Tylko ścieżka jest trochę bardziej zarośnięta. Nie mogę się do niego dodzwonić więc pewnie tam siedzi.

Przeszedł przez wysoką trawę. Jakaś ukryta w niej pokrzywa zaszczypała go w dłoń. Rozmasował obolałe miejsce i przecisnął się między gałęziami. Najpierw myślał, że ktoś obcy znalazł ich miejsce, ale kiedy się przyjrzał zamarł. Kamil stał na środku polanki i polewał się wodą z małej butelki. Szerokie, umięśnione ramiona unosiły się i opadały w przyspieszonym oddechu. Odwrócił się i uśmiechnął szeroko na widok przyjaciela. Zarysowane mięśnie brzucha napięły się krzyknął żeby się przywitać.
- Faktycznie się zmieniłeś.
- Tak chyba wreszcie jakoś wyglądam. Czemu tak patrzysz? Jestem ubrudzony?
Cholera co ja wyprawiam.
- Po prostu zastanawiam się jak to zrobiłeś.
Kamil uśmiechnął się do niego i rzucił mu butelkę wodę. Była na wpół zamrożona.
- Mamy całe dwa miesiące zobaczysz co zrobię z ciebie. Miło cię znowu widzieć.
- Ciebie też. – Wypił rozmrożoną zawartość butelki.
- To co idziemy na plażę? Muszę się trochę ochłodzić.
- Jak ja będę przy tobie wyglądał.
- Spokojnie nie jedna dziewczyna obejrzy się za takim facetem.
Dziewczyna. No właśnie czemu nigdy o żadnej mu nie mówił?
- Więc postarałeś się tak dla jakiejś panny? No no.
Kamil nie odpowiedział. Wykrzywił usta w lekkim uśmiechu i zaczął zbierać swoje rzeczy.
- Pójdziemy na około zgoda? Zostawię w domu parę rzeczy i weźmiemy ręczniki.

„A” Roz. XVII

- Hej! – Tymek pomachał w stronę, z której nadchodził Patryk. Nie widzieli się prawie dwa tygodnie.
- Jestem wykończony. I głodny jak wilk. – Nachylił się i lekko musnął jego usta. Tymek rozejrzał się nerwowo ale nie zauważył nikogo. – Idziemy? Pizza? Obiad? Kebab?
- Jak wolisz. Chcesz się najpierw przebrać?
- Nie jakoś wytrzymam.
Potargał włosy i rozwiązał krawat. Przerzucona przez ramię marynarka z pewnością wymagała długiego prasowania.
- Czemu tak mi się przyglądasz? – Wyszczerzył się ironicznie. Tymek szturchnął go w ramię.
- Może po prostu dawno cię nie widziałem. Wpadłeś na to?
- Wiem. Przepraszam. Teraz ci to wynagrodzę.
- Naprawdę? Mam chyba kilka pomysłów.
- Już nie mogę się doczekać. A właśnie Sylwia i Rafał planują jechać do domku nad jeziorem. Myślisz, że twoi rodzice się zgodzą?
- Na co?
- No żebyś też pojechał. Zaprosili nas. To spory domek nie będziemy im wchodzić w drogę.
- Zapytam ich ale nie wiem czy to przejdzie. Przecież ja nadal mam zajęcia.
- Wyjazd dopiero za miesiąc po wystawieniu ocen. Możemy pojechać na weekend chyba z tym nie będą mieli problemu.
- Jako przyjaciele?
Patryk spojrzał na niego uważniej. Tymek trzymał wzrok utkwiony w ziemi.
- To zależy od ciebie. Mi nie przeszkadza, że o nas nie wiedzą. Nie masz pewności jak zareagują chcesz ryzykować akurat teraz?
- Nie. Nie wiem.
Poczuł lekkie szarpnięcie za ramię. Patryk wepchnął go do jednej z klatek schodowych, obok których przechodzili. Przyciągnął go silnie, od pocałunku zabrakło mu tchu. Zadrżał. Ich pocałunki były coraz bardziej intensywne. Coraz silniej czuł, że to za mało. Chciał być bliżej niego. Wsunął dłoń pod koszulę i przejechał chłodną dłonią po rozgrzanych mięśniach. Po ciele Patryka przeszły dreszcze. Odsunął się oddychając ciężko.
- Dokończymy wieczorem. – Mrugnął do niego i trącił nosem jego własny.
Może to tylko jego wyobraźnia ale wciąż łapał się na myśli, że Patryk unika zbyt bliskiego kontaktu. Z jednej strony byli razem bardzo krótko i nie powinien oczekiwać zbyt wiele. Z drugiej jednak najdalej posunął się do dotknięcia jego nagich pleców. Zawsze się wycofywał. Przeklęty zboczeniec to pewnie przez niego. Oby zgnił w tym pierdlu.

* * *

- Mogę jechać do domku nad jeziorem z Patrykiem i jego znajomymi?
- Co tak nagle? Teraz? Przecież nie skończyłeś jeszcze szkoły.
- Nie nie za miesiąc. Po prostu zaprosili mnie odpowiednio wcześniej żebym mógł cię zapytać.
Zaczął bawić się leżącym na stole jabłkiem.
- Będzie z wami ktoś dorosły?
- Mamo oni są dorośli.
- Chciałeś powiedzieć bardziej dorośli od ciebie. Nie będziesz im tam przeszkadzał? Przecież będą chcieli poimprezować to ich pierwsze wakacje po zakończeniu szkoły. Jeszcze pamiętam swoje własne.
Uśmiechnęła się do własnych wspomnień i zaczęła przyglądać się wycieranej właśnie szklance.
- Gdyby uważali mnie za przeszkodę to by mnie nie zaprosili.
- Artur co o tym sądzisz? Artur!
- Tak kochanie?
- Mógłbyś zostawić ten mecz i przyjść tutaj? To już trzecia powtórka znasz go na pamięć.
- O co chodzi?
- Twój syn chce jechać ze znajomymi nad jezioro.
- Kiedy?
- Za miesiąc.
- To świetnie! Baw się dobrze synku. Przypomnij mi żebym dał ci pieniądze.
- Artur!
Ojciec zdezorientowany popatrzył na zaróżowione policzki żony i radosną twarz syna.
- No co?
- On ma dopiero szesnaście lat!
- Przecież nie jest już dzieckiem. Naprawdę kochanie pora się z tym pogodzić.
- Dzięki tato! – Zeskoczył w krzesła i poklepał ojca po ramieniu. – Zadzwonię do Patryka i powiem mu, że się zgadzacie!
- Nie patrz tak na mnie bo wywiercisz mi dziurę w głowie.

* * *
- Spakowani? Będziemy u ciebie za dziesięć minut! Jak to dwadzieścia. Patryk! Dziesięć minut i macie się wyrobić! Tak gadałam z Tymkiem był gotowy już ponad pół godziny temu więc weź się w garść. Osiem minut! Im więcej dyskutujesz tym szybciej ucieka czas. Paaaa…
- Już się boję jak będziesz mnie rozstawiać po kontach w przyszłości.
Uśmiechnęła się i mocno ścisnęła jego dłoń.
- Hej hej masz za dużo siły. Ta ręka jest mi jeszcze potrzebna jeśli mam was dowieźć na miejsce. Za ile będą gotowi?
- Według mojego zegarka za sześć minut.
- Dobra zajedźmy jeszcze do sklepu.

- Miotasz się jakbyś wyjeżdżał na rok, a to tylko dwa dni.
- Może i tylko dwa ale z tobą. Wole je spędzić w spokoju niż biegać po sklepach i szukać czegoś czego zapomniałem wziąć.
- Patryk bluza wyschła. Pamiętaj ją zabrać!
- Dobrze mamo! Widzisz? Wiedziałem, że o czymś zapomniałem.
Tymek pokręcił głową i położył się na łóżku. Spakował się w piętnaście minut i zaczynał mu się udzielać nastrój Patryka. Jeszcze raz przebiegł w myślach przez wszystko co zapakował. Nie wydawało mu się żeby o czymś zapomniał. Rzucił okiem na mniejszą torbę, w którą Patryk spakował kilka gier i konsolę. Miał je zostawić Sylwii i Rafałowi.
- Na ile oni tam jadą?
- Dwa tygodnie.
- To dopiero wypoczynek. Też bym tak chciał.
- Naprawdę? A więc załatwione.
- Haha gdyby tylko to było takie proste. – Przeciągnął się i otworzył oczy. Patryk nachylił się nad nim i uśmiechnął szeroko.
- Rozmawiałem z twoimi rodzicami. Przekonałem ich, że dobrze się tobą zajmiemy.
- Żartujesz sobie! Patryk!
Pocałował go i uniknął kilku ciosów poduszką.
- Nie mam nawet tylu rzeczy!
- Widzisz tą torbę w rogu pokoju? Jest twoja. Twój ojciec przywiózł ją dziś rano.
Otworzył już usta żeby coś powiedzieć ale zabrakło mu słów. Nie mógł zauważyć, że czegoś mu brakuje bo wieczorem był już spakowany. Pewnie zabrali jego rzeczy kiedy brał prysznic. Uśmiechnął się mimowolnie i chwycił za telefon. Dzięki tato. Dzięki mamo.

- Chłopcy! Sylwia zaraz zacznie rzucać kamieniami w okno! Dopiero co je myłam pośpieszcie się!
- Idziemy! Gotowy?
- To zależy co tam wpakowaliście. – Wskazał ręką na, jak się okazało swoją drugą torbę.
- Z pewnością ten sweter w paski. Auć!
- Należało ci się.
- Pilotem? Swoją drogą gdzie go znalazłeś? Szukałem go cały wieczór.

„A” Roz. XVI

Głowa pulsowała jakby oberwał w nią czymś bardzo ciężkim. Odruchowo jej dotknął i sprawdził dłoń w poszukiwaniu śladów krwi, ale niczego nie znalazł. Miał problem ze zogniskowaniem wzroku. Zamrugał kilka razy i potarł oczy. Zegarek wskazywał dziewiątą. Dziewiątą?! Zaspał do szkoły. Dlaczego nikt go nie obudził? Usiadł gwałtownie na łóżku. Wspomnienia wróciły kiedy zobaczył obok siebie Tymka. Był tutaj całą noc? Nakrył go szczelniej kocem i ostrożnie wstał. W salonie siedzieli rodzice. Dlaczego nie są w pracy? Oboje podnieśli głowy kiedy tylko go zobaczyli. Mama uśmiechnęła się blado. Mieli podkrążone oczy.
- Jak się czujesz synku? Napijesz się herbaty?
Skinął głową. Czuł jak zaciska mu się gardło.
- Czy Tymek…
- Wyszedł około północy i wrócił o szóstej. Odwiozłem go nie martw się.
Odetchnął z ulgą. Przynajmniej nie będzie kolejnej sterty problemów.
- Będziesz musiał iść na przesłuchanie. – Patryk ze zrezygnowaniem kiwnął głową i wbił wzrok w podłogę. – Trener Tymka go złapał. Zadzwonił na policję i trzymał go w jakimś magazynie póki nie przyjechali. Wrócił, podrobił dokumenty i znowu pracował z młodzieżą. Teraz był nauczycielem wf-u. Podobno mają już kilka zgłoszeń. Dziennikarze.
Ojciec podszedł do Patryka i przytulił go mocno. – Wiem ile cię to kosztuje. Ale tym razem zamkną go na dobre albo oddadzą na leczenie. Jeszcze tylko ten jeden raz musisz do tego wrócić. – Ucałował go w głowę i usiadł.
- O której mamy tam być?
- Jedenastej.
- Pójdę się ubrać i obudzić Tymka.
- Przyjdźcie zaraz. Zrobiłam wam śniadanie.

* * *
Został tak długo jak tylko mógł. Najpierw pisał do rodziców, że przeciągnął się trening, później, że idzie się uczyć z Patrykiem bo akurat powtarza do matury to co on ma na sprawdzianie, jeszcze później, że jest już zbyt ciemno i poczeka aż tata Patryka będzie jechał do sklepu nocnego i wtedy przy okazji go podwiezie. Rozciągnął ten czas maksymalnie, ale i tak miał wyrzuty sumienia zostawiając go. Przez kilka godzin trzymał go mocno jakby od tego zależało co wydarzy się dalej. Kiedy tylko usłyszał najdrobniejszy szloch przytulał go jeszcze mocniej, całował i ocierał łzy. Nigdy wcześniej nie czuł żeby ktoś był mu tak bliski. W domu nie mógł zmrużyć oka. Ciągle sprawdzał czy nie dostał żadnej wiadomości, czytał informacje pojawiające się na serwisie informacyjnym miasta. Kiedy około trzeciej nad ranem zamieszczono informacje z prośbą o zgłaszanie się innych poszkodowanych i zaczęły się pojawiać pojedyncze komentarze nawet się ucieszył. O piątej komentarzy było już ponad czterdzieści. Większość od rodziców dzieci z tamtej szkoły. Wzdrygnął się. Obleśny typ.
Wyszedł z domu bardzo wcześnie. Rodzice wstawali dopiero po siódmej. Powie, że dopiero co zdążył wyjść.
Nie wiedział nawet czy rodzice Patryka też nie będą jeszcze spali. Zamiast dzwonić zastukał lekko w drzwi. Kilka sekund później zamki trzasnęły głośno i pojawił się jego ojciec z podkrążonymi oczami i w tym samym stroju co poprzedniego dnia.
Patryk nadal spał dokładnie tak samo jak kiedy Tymek wychodził z jego pokoju. Ostrożnie położył się obok niego. Przynajmniej tyle mogę zrobić.

* * *
- Dzień dobry. – Lekki pocałunek złożony na obu policzkach. Otworzył oczy. Miał wrażenie jakby spuchły i zajmowały teraz połowę twarzy. Patryk siedział obok niego. Zdążył się przebrać.
- Która godzina?
- Prawie dziesiąta. Mama przygotowała śniadanie. Później musimy wyjść na…
- Idę z tobą nie pozbędziesz się mnie tak łatwo.
Uśmiechnął się ciepło i dotknął jego dłoni.
- Nawet nie zamierzałem.
Do jego oczu znowu napłynęły łzy. Był zupełnie rozbity. Przyciągnął go mocno i narzucił koc aż na ich głowy. Objął go mocno. Czuł jak drżą mu ramiona, jak z trudem przełyka łzy. Zrobiłby wszystko żeby go od tego uwolnić. A nie mógł zupełnie nic.
- Dziękuję, że nie uciekłeś.
Słowa padły bardzo cicho. Napięcie w ramionach lekko zelżało. Zsunął koc na ramiona i oddalił się od niego na tyle, żeby móc zobaczyć jego twarz. Zapłakane, czerwone oczy, bladość skóry, potargane włosy, w które wciąż nieświadomie wplatał palce. A jednak był najpiękniejszym i najdroższy co widział w swoim życiu. Ukłucie w sercu. Żołądek ścisnął się boleśnie. Gorąco rozlało się po jego twarzy i szyi.
- Kocham cię.

- Kocham cię.
Nie był pewny czy się nie przesłyszał. Tymek był cały czerwony. Odwrócił lekko wzrok kiedy napotkał jego własny. Serce łomotało jak po długim biegu. Wszystko wokoło przestało się liczyć. Istniał tylko on. Dźwignął się na rękach i zbliżył do niego.
- Ja też cię kocham. Najmocniej na świecie.

Ile jeszcze rodzajów pocałunków istnieje? Patryk całował go już setki razy. Pierwsze wspólne wieczory spędzili właściwie bez słowa. Jednak po raz kolejny czuł jakby ten pocałunek był pierwszy. Miękki, spokojny. Jakby nagle strach, który gdzieś się czaił zniknął bez śladu. Nie chciał żeby się kończył. Tak bardzo chciał być blisko niego. Bliżej. Położył dłoń na jego boku i poczuł lekkie drgnięcie. On zrobił mu to samo. Teraz będzie tak reagował na każdy dotyk? Patryk odsunął się niechętnie i uśmiechnął.
- Musimy zaraz wyjść na przesłuchanie. – Pocałował go jeszcze raz i wstał. – Chodź musisz coś jeszcze zjeść.
- Nie trzeba przeżyje.
Patryk złapał go za rękę i przyciągnął do siebie.
- Nie zmuszaj mnie żebym cię nakarmił. – Mrugnął i obrócił go przodem do drzwi. To znowu był ten sam radosny Patryk. Gdyby tylko tamto się nie wydarzyło byłby taki zawsze.

Nigdy wcześniej nie słyszał tych słów z ust kogoś na kim zależało mu w taki sposób. Kochał go. To nie była tylko przygoda. Nawet przesłuchanie nie robiło już na nim takiego wrażenia. Wziął go za rękę i wprowadził do jadalni. Rodzice zaczęli z nimi rozmawiać. Wspólne śniadanie, herbata. Nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Przeszłość się nie liczy. Nigdy, nigdy nie będzie się liczyć.

- Chłopcy gotowi? Tymek jedziesz z nami?
- Tak jedzie z nami. Będę się czuł pewniej.
- Jeśli to nie problem.
- Żaden problem. Siadajcie do samochodu. Patryk – Ojciec zatrzymał go i spojrzał mu w oczy. – Jesteś pewien, że dasz radę?
Spojrzał ponad ramieniem ojca. Tymek uśmiechał się rozmawiając z jego matką.
- Tak na pewno. Skończmy to wreszcie.

„A” Roz. XV

- Czyli jednak Wrocław?
- Na tyle blisko od domu żeby przyjechać nawet na dwa dni i na tyle daleko żeby się usamodzielnić. Będziesz tęsknił? – Patryk uchylił się przed lecącymi w jego stronę kawałkami trawy. Zaśmiał się i oparł głowę na kolanie.
- Jasne, że będę. Muszę tu zostać jeszcze dwa lata.
- Będę przyjeżdżał. I ty mam nadzieję też.
- Egzaminy już za tydzień. Nie stresujesz się ani trochę?
- Nie. Jakoś to będzie. Nie są najważniejsze. – Sięgnął ręką i lekko złapał Tymka za dłoń.
Pogoda nareszcie się poprawiła i większość przerw dało się spędzać na dworze. Boisko było pełne uczniów. Tymek cofnął dłoń kiedy zauważył jedną z koleżanek patrzącą w ich kierunku. Zerknął na reakcję Patryka ale wyraz jego twarzy się nie zmienił.
Przeciągnął się i otrzepał spodnie.
- Pora iść. Muszę jeszcze pokazać kilka rzeczy nowemu przewodniczącemu. Zobaczymy się po lekcjach?
Tymek stanął obok niego. Jakie to naturalne. Nawet kiedy inni patrzą nie widzą tego co powinni.
- Jasne. Ale dopiero po treningu.
- Nie masz jutro?
- Przełożyli. Trener wziął prywatne lekcje z jakimś bogatym dzieciakiem i czasem musi dostosować plan pod niego.
- Więc po ciebie przyjdę. Nie masz nic przeciwko?
- Nie spoko.
Patryk rzucił mu jeden z tych uśmiechów, które przyprawiały damską część szkoły o omdlenia i ruszył w stronę wejścia do budynku. Tymek patrzył za nim przez chwilę po czym ruszył w stronę przeciwnego wejścia od strony sali gimnastycznej. Patryk wyjedzie. Od września nie zobaczy go już na przerwie, nie porozmawiają w drodze do domu. W ogóle będą się rzadko widywać. Dotąd o tym nie myślał wszystko wydawało się odległe ale teraz? Tydzień. Później miesiąc oczekiwania na wyniki, wybór uczelni. Na pewno przyjmą go tam gdzie będzie chciał.
Dwa lata. Zarzucił plecak na ramię i stanął w pobliżu sali. Do dzwonka zostało kilka sekund. Ciekawe czy nic się między nami nie zmieni.

Miał ochotę wykrzyczeć całemu światu, że są razem. Są razem. Nadal czuł drżenie serca kiedy to sobie uświadamiał. Przez ostatni tydzień starał się spędzać z nim tyle czasu w szkole i po szkole ile tylko mógł. Sprawiały mu też przyjemność małe gesty, które zauważali tylko oni. Sms wywołujący uśmiech na środku korytarza. Muśnięcie palców kiedy się mijali. Raz nawet udało mu się skorzystać z okazji i pocałować go kiedy przypadkiem minęli się w trakcie lekcji na korytarzu nie objętym monitoringiem. Ryzykował ale nie mógł się powstrzymać. To było zupełnie do niego nie podobne. Nie w jego stylu. A jednak jak tylko widział okazję nie mógł jej nie wykorzystać. Zwłaszcza, że to ostatnie chwile kiedy może go tak zaskakiwać. Nie chciał jeszcze myśleć zbyt wiele o tym jak pogodzić studia i to co ich łączyło. Nie będzie łatwo. Nawet raz przemknęło mu przez myśl żeby zaczekać dwa lata i pójść na studia razem z nim. Tylko co dalej? Nie mógłby zacząć niczego nowego. W głębi serca czuł, że to byłaby strata nie do odrobienia. Zerknął na swojego następce przerzucającego kolejne stosy papierów związanych z organizacją imprez szkolnych.
- Masz jeszcze jakieś pytania?
Chłopak skrzywił się w niewyraźnym uśmiechu.
- Więcej niż sądziłem. Doczytam do końca i wtedy zadam wszystkie dobra?
- Jasne bez pośpiechu.

- Wybacz ten nowy chłopak jest strasznie pogubiony nie spodziewał się chyba, że to nie tylko funkcja z nazwy. Wyszedłeś już?
- Nie dopiero idę do szatni. Nie śpiesz się poczekam.
- Jestem jakieś dziesięć minut drogi od sali. Pójdziemy coś zjeść?
- Jasne. Byle było tego dużo nie zdążyłem zjeść obiadu.
- Nie ma sprawy. Do zobaczenia za chwilę.
- Do zobaczenia.
Wieczór był bardzo ciepły. Kilka osób przechadzało się z psami po coraz zieleńszej trawie. Przeszedł na drugą stronę ulicy i zniknął w cieniu drzew. Zawsze lubił skracać sobie drogę przez ten park. Ozdobne ułożenie kostki dawało wrażenie jakby ścieżka prowadziła do wystawnego pałacu. Kończyła się półkolistą zatoczką z masywnymi, drewnianymi ławkami. Tuż za nimi pomiędzy krzewami znajdowało się tylne wejście na salę treningową. Pchnął drzwi z całej siły. Większość osób rezygnowała kiedy kilka szarpnięć nie dawało efektu, ale dopóki odbywały się zajęcia sala zawsze była otwarta z obu stron. Przeszedł pogrążony w mroku korytarz i skręcił za róg. Kolejna część z salkami treningowymi po obu stronach była tak jaskrawo oświetlona, że aż zmrużył oczy.
- Ah! Przepraszam nie zauważyłem pana!
- No proszę proszę kogo widzę.
Zamarł. Ten głos. Nie. Nie był w stanie zrobić ani kroku. Zimne dreszcze przebiegały nieustannie po jego skórze. Poczuł jak silne ręce przypierają go do ściany. Nie chciał podnieść wzroku, ale kiedy jedna z rąk zdecydowanym ruchem odrzuciła do tyłu jego głowę nie miał wyboru. Nie zmienił się za bardzo. Miał tylko znacznie krócej ścięte włosy i trochę więcej mięśni. Udawana radość nadawała jego twarzy okropnego wyrazu szaleństwa. Takiego samego jak tamtego dnia. Opuściły go wszystkie siły. Oczy zaszły mgłą. Niech to się skończy.
- Ciekawe czy kolejni też mogli cię tak łatwo omotać. A może jednak tym razem znalazłeś sobie kogoś kto potraktował cię poważniej co?
Ręce przesunęły się wzdłuż ciała. Zrobiło mu się niedobrze. Kiedy poczuł dłonie w okolicach bioder szarpnął się ale w ułamku sekundy ściana boleśnie spotkała się z jego plecami i głową. Zwiesił głowę. Nie chce. Nie…
- Hej! Co jest! Zostaw go!
Dłonie gwałtownie oderwały się od jego ciała aż upadł na podłogę. Zgiął się wpół i zwymiotował. Oczy zaszły łzami. Korple spłynęły po policzkach i uderzyły o ziemie.
- Co ty sobie wyobrażasz gówniarzu? Tylko rozmawialiśmy.
- Uważasz to za rozmowę?
- Co się dzieje? Tymek? Mariusz? Co ty tutaj robisz?
Trener podbiegł bliżej i ukląkł przy Patryku.
- Wszystko gra? Co ci jest? Pa… Patryk? – Tymek spojrzał na trenera. Blada twarz i plamy fioletu ze źle ukrywanej złości. Całe jego mięśnie drżały. – Tymoteusz zostań z nim.
- Trene…
- Powiedziałem zostań!
Rzucił się biegiem za oddalającym się mężczyzną. Po chwili obaj zniknęli w mroku korytarza. Kilka szybki kroków i trzask. Zostali sami.
- Patryk wszystko dobrze? Możesz wstać? Nic ci nie jest? Powiedz coś proszę!
Ciałem ciągle wstrząsały torsje. Udało mu się dźwignąć z podłogi i z pomocą Tymka położyć na ławce w szatni. Usiadł obok i ułożył głowę na swoich kolanach.
- Prz…szam..
- Za co mnie przepraszasz? Że napadł cię jakiś zbir?
- Prze… – Nie mógł kontrolować emocji. Łzy płynęły po twarzy nieprzerwanym strumieniem. Tymek trzymał go za ramiona i lekko głaskał po głowie. Coś do niego szeptał ale nie umiał rozróżnić słów. Dlaczego.

Patryk ciągle przepraszał. Kiedy trener wrócił jego mina wyrażała ból i współczucie. Zaproponował, że podwiezie ich do domu. Całą drogę Patryk nie odezwał się słowem. Podziękował tylko za podwiezienie i przeprosił za kłopot. Tymek nie wiedział jak się zachować ale zaryzykował. Nie chciał go zostawiać. Nie w takim stanie. Niepewnie wysiadł za nim i ruszył w stronę wejścia. Patryk nie protestował. Przepuścił go w drzwiach wejściowych i poprosił żeby na razie nic nie wspominał rodzicom poza tym, że nagle gorzej się poczuł. Przeszli przez korytarz bez większego problemu. Rodzice mieli akurat gości i nie próbowali o nic pytać. Głosy i muzyka ucichły wraz z zamknięciem się drzwi pokoju. Stali naprzeciwko siebie bez słowa. Zupełnie nie wiedział jak się zachować. Bał się podejść i go przytulić żeby nie pogorszyć sytuacji. Ale co jeśli właśnie tego potrzebuje? Wyciągnął dłoń i ostrożnie złączył palce z jego. Patryk drgnął ale nie cofnął ręki. Łzy znowu zaczęły wypełniać jego wpatrzony w ścianę wzrok.
- Przepraszam… że ci nie powiedziałem.
- O czym?
- O n…m.
Szloch pozbawiał go słów. Tymek pociągnął go za sobą i posadził na łóżku. Sięgnął po koc i nakrył go ostrożnie. Przez chwilę panowała zupełna cisza przecinana jedynie ciężkimi, płytkimi oddechami Patryka.
- Ten facet… Był w starszej grupie treningowej w mojej szkole. Kiedyś trener przyprowadził go do nas na trening. Powiedział, że będzie się starał o uprawnienia instruktora więc przyda mu się wstępna praktyka. Miał prowadzić nasze treningi pod jego okiem. Miałem trzynaście lat.
Kolejna przerwa. Krótsza niż poprzednie ale i tak każda spływająca łza przecinała jego serce jak nóż. Otoczył go ramieniem i oparł czoło o jego ramię.
- Kilka tygodni później trener wyjechał. Przez miesiąc nasze treningi miał prowadzić tylko on. Wszystko było dobrze, dziewczyny szczególnie się cieszyły bo uchodził za bardzo przystojnego. Nawet dziewczyny z jego grupy specjalnie przychodziły wcześniej żeby spędzić z nim więcej czasu. Ale on z jakiegoś powodu najwięcej uwagi poświęcał mnie. Zwracał uwagę na to jak układam nogi, jaką mam postawę, zachęcał żebym przyszedł kilka minut wcześniej zrobić lepszą rozgrzewkę albo został kilka minut dłużej żeby zobaczyć kilka bardziej zaawansowanych kopnięć. Cieszyłem się, że ktoś docenia moje starania. Byłem bardzo głupi. – Schował twarz w dłoniach. Znowu cały się trząsł. – Kiedyś zrobił nam trening na matach. Nasza grupa była na niego jeszcze za mało zaawansowana ale powiedział, że i w tym musi się sprawdzić. Pokazywał nam rzuty, trochę popisywał się obrotami. W końcu zaczęliśmy powtarzać to co pokazał. Znowu największą uwagę skupił na mnie. Poprawiał każde ułożenie nawet jeśli chodziło tylko o kilka milimetrów. Nie rozumiałem co się dzieje. W końcu po treningu zaproponował, że podwiezie mnie do domu. Zgodziłem się i… Pocałował mnie. Zatrzymał się w mniej widocznym miejscu i po prostu mnie pocałował. Chciałem uciec ale mnie zatrzymał. Zapytał czy rzeczywiście mi się to nie podobało. Nie umiałem odpowiedzieć. Nie byłem jeszcze wtedy świadomy tego, że podobają mi się faceci ale widać jego to nie obchodziło. Później z każdym dniem zaczął się posuwać dalej. Przychodził do szatni, całował mnie, próbował dotykać. Po miesiącu zacząłem wierzyć w to co mówił. Że po prostu mu się spodobałem, że to nic złego. Bałem się ale i cieszyłem, że mu na mnie zależy, że to mnie wybiera chociaż dookoła niego kręci się tyle kobiet. Kiedy zabrał mnie do siebie i zaczął dotykać naprawdę tego nie chciałem. Ale zaczął się denerwować, mówić że jeśli nie chce to okej pojedzie do którejś z dziewczyn w końcu to tylko rozładowanie napięcia nie uczucia, którymi darzy mnie nikogo innego. I wiesz co jest najgorsze? – Spojrzał na Tymka. Czerwone od płaczu oczy i grymas uśmiechu na twarzy nie pasowały do siebie. – Uległem mu. Nie chciałem żeby wybrał kogoś innego. Później spotykaliśmy się regularnie. Aż w końcu któregoś wieczoru stracił czujność. Pocałował mnie w samochodzie i zauważyła to jedna z dziewczyn mieszkających na osiedlu obok mojego. Nagrała filmik. Kilka sekund ale to wystarczyło. Wpadł w furię. Zaczął wrzeszczeć, że mam się wynosić, że jestem cholernym smarkaczem i nikt mi nie uwierzy. Następnego dnia do domu przyszła policja. Opowiedzieli wszystko rodzicom. Było mi potwornie wstyd. A kiedy podczas rozprawy okazało się, że molestował jeszcze trzy dziewczyny, a jego narzeczona spodziewała się dziecka… Poroniła podczas tej rozprawy. Skazali go na 4 lata więzienia. Nie miałem pojęcia, że wyszedł. Przepraszam Tymek. Tak strasznie cię przepraszam.

Informacje jakby się od niego odbijały. Gdyby wiedział to wszystko dwie godziny temu nie pozwoliłby zrobić temu skurwysynowi ani jednego kroku. Tak strasznie chciał znaleźć odpowiednie słowa żeby wesprzeć Patryka. Tak bardzo chciał umieć podnieść go na duchu. Mocno trzymał go w objęciach i pozwalał ulecieć wszystkim emocjom. Po kolejnej godzinie płaczu Patryk zasnął przytulony do jego ramienia. Ostrożnie poprawił koc. Leżał i patrzył na jego zapłakaną twarz, słuchał coraz spokojniejszego oddechu i delikatnie głaskał włosy. Jego Patryk był zawsze wesoły, wygadany, pewny siebie i otwarty na ludzi. Ten nowy Patryk był zranionym, przerażonym trzynastolatkiem zamkniętym w świecie dorosłych, który zbyt szybko go dopadł. W jakiejś pomniejszej rozmowie wspomniał mu, że był tylko z jednym facetem. Był… Nie… Został zmuszony. Patryk poruszył się niespokojnie i otworzył oczy. Tymek uśmiechnął się do niego, nachylił i lekko pocałował.
- Śpij. Zostanę jeszcze.
Poczuł łzy spływające z oczu Patryka. Pocałował go w czoło.
Nie pozwolę cię skrzywdzić.

„A” Roz. XIV

- No i w czym problem? To chyba dobrze, że w końcu się dogadali. Nie rozumiem twojego toku myślenia kochanie.
Sylwia zamachnęła się poduszką, ale Rafał okazał się szybszy i przygwoździł jej dłonie do materaca. Poduszka spadła bezszelestnie na podłogę.
- Uh puść! A! Nie nie łaskocz mnie! Rafał!
- Więc przestań się zamartwiać. To było parę ładnych lat temu. I to nie była jego wina. Czemu nadal ma za to pokutować?
- Widziałeś go przez ten czas z kimkolwiek? Choćby przez tydzień?
Rafał zamyślił się i przesunął w dół żeby oprzeć głowę na jej ramieniu.
- Nie nie widziałem. Ciebie z resztą też nie często. Masz mi coś do powiedzenia?
- Wiesz o co mi chodzi.
- Wiem. Ale nie sądzę, żeby to aż tak w nim siedziało. Wykończyłby się psychicznie gdyby nadal to rozpamiętywał.
- Ja myślę, że właśnie dlatego do nikogo się nie zbliżył. Tym bardziej teraz powinien mu wszystko opowiedzieć. Te wspomnienia będą wypływać.
- Wrócił wiesz? Mieszka kilka kilometrów od miasta ale pracuje w jednej ze szkół.
Sylwia zerwała się tak gwałtownie, że omal nie spadła z łóżka.
- Co takiego? Czemu nic nie powiedziałeś!
- Jakie są szanse, że na siebie wpadną? Znikome.
- Ale jakieś są!
- I co? Miałem go dobić? Widziałaś w jakim był stanie przez tą całą sytuację z Tymkiem. Powiem mu jak już będę pewny, że między nimi wszystko gra.
- Mogłeś powiedzieć chociaż mi.
Popatrzył na jej smutną minę. Patryk był dla niej jak brat. Zawsze podziwiał w niej tę troskę. Przytulił ją mocno i pocałował.
- Przepraszam. Zamartwiałabyś się, a on od razu chciałby wiedzieć dlaczego. Nie potraficie się okłamać więc… To jedyna rzecz jaką ukrywałem przysięgam.
- Dziękuję. – Wtuliła twarz w jego ramie. – Ale musimy mu powiedzieć. Nie może nagle się na niego natknąć.
Rafał westchnął ciężko.
- Napisz mu sms. Że musimy pogadać. Jeśli przyjdzie powiemy mu od razu jeśli nie to wpadniemy do niego i spokojnie wszystko opowiemy.

* * * *

- Cześć wchodź.
- Tymek! Miło cię widzieć. Co słychać? – Ojciec Patryka podszedł i mocno uścisnął mu dłoń. Tymek skrzywił się lekko z bólu. Chwyt miał naprawdę mocny.
- Wszystko dobrze proszę pana. Pana również miło widzieć.
- Cześć Tymek.
- Dzień dobry pani.
- Patryk pieniądze są na stole, w lodówce macie jeszcze ciasto pamiętasz?
- Tak jasne! Wchodź dalej. – Uśmiechnął się widząc zmieszaną minę Tymka.
- Twoi rodzice wychodzą? – Miał nadzieję, że jego głos zabrzmi obojętnie ale emocje zdradziły wszystko. Zostaniem y sami.
- Tak. Powinienem był cię uprzedzić przepraszam. Nie sądziłem, że to będzie problem. Jeśli…
- Nie. To żaden problem. – Uśmiechnął się lekko i odwrócił wzrok kiedy ich spojrzenia się spotkały.
Patryk podszedł bliżej i na krótką chwilę przytulił się do jego pleców.
- Synku! Gdzie przełożyłeś mój sweter? Wisiał koło twojej kurtki! – Obaj drgnęli i odetchnęli z ulgą kiedy mama Patryka postanowiła nie wchodzić z rozmachem do pokoju.
- Jest w szafie!
- A rzeczywiście okej!
- Masz ochotę na herbatę? Kakao?
Kiwnął głową.
- Możesz włączyć film. Zaraz wracam.
Kiedy drzwi lekko się przymknęły Tymek zaczął ustawiać dvd. Pokój Patryka zawsze był w znacznie lepszym stanie niż jego własny jednak dvd żyło swoim życiem. Pilot też gdzieś zniknął. Przerzucał kolejne sterty książek i notatek rozłożone na biurku w pokaźne stosy.
- Działa? – Patryk otworzył drzwi nogą i ostrożnie wniósł tacę z dwoma parującymi kubkami i dużym talerzem ciasta. – Sernik i szarlotka.
- Twoja mama chce mnie utuczyć.
Patryk zaśmiał się głośno i odstawił tacę na biurko.
- Możesz mieć sporo racji wszystko powstało dziś w dwie godziny. Uważaj!
Stos książek, śrubek i kilku innych niezidentyfikowanych elementów z hukiem rozsypał się po podłodze tłumiąc sygnał przychodzącej wiadomości.
- Ah przepraszam. Zaraz pozbieram.
- Chłopcy wychodzimy! Miłego wieczoru.
- Wzajemnie!
- Do widzenia państwu!
- Zostaw. – Patryk przysunął się do niego i wyjął z jego dłoni książkę. Odłożył ją na biurko i sięgnął ręką gdzieś ponad jego ramieniem zostawiając między nimi tylko kilka centymetrów przestrzeni. Tymek poczuł jak robi mu się gorąco. Patryk odsunął się i z szerokim uśmiechem wskazał na to co trzymał w dłoni. Pilot!
- Cały czas tam leżał. Chyba też bym go przeoczył gdybyś nie stanął tak blisko niego. Siadaj ustawie wersje. Dubbing?
- Może być.
- Jak dziś twoja głowa?
- Nie pytaj. Mam wstręt do alkoholu na kolejnych kilka lat.
- Serio? Myślałem, że napijesz się na swojej osiemnastce.
- Wypijesz wszystkie kolejki za mnie.
Tymek oparł poduszki o ścianę i usiadł na łóżku. Czemu jestem taki spięty. Robiliśmy tak dziesiątki razy.
Patryk zgasił światło i odpalił film. Siedzieli obok siebie stykając się ramionami. Właściwie było jak zawsze. Sięgali po ciasto, komentowali film i śmiali się z odniesień do innych filmów i wyciętych scen dołączonych na koniec.
Jakby nic się nie wydarzyło.
Jakbyśmy nigdy nie…
- Patryk co teraz jest między nami?
Słowa padły zbyt szybko by się z nich wycofać. Tymek z zaskoczenia zakrył usta dłonią. Idioto co ty wyprawiasz!
Patryk też wyraźnie się tego po nim nie spodziewał. Odstawił kubek na ziemie i przeczesał włosy palcami. Po ekranie zaczęły przesuwać się napisy końcowe rzucając na pokój jeszcze większy mrok. Nie widział dokładnie emocji na jego twarzy i zaczynał się bać. Serce znowu trzęsło się nieprzyjemnie.
- A czego byś chciał? Mieszanki tego jak jest dziś i tego co było wczoraj? Czy wolisz zapomnieć o tym co się wydarzyło? Teraz wszystko jest w twoich rękach. Więc może to ja powinienem zapytać. Co jest między nami?
Całe ciało wyrywało się zmysłom i rozsądkowi. Potrafił sobie aż zbyt klarownie przypomnieć jak się czuł kiedy Patryka nie było obok. I bardzo wyraźnie pamiętał odczucia jakie przecinały jego myśli wczoraj. Zastanawiał się czy część z nich to przypadkiem nie zwykłe majaki pijanego człowieka. Nigdy wcześniej nie czuł się tak dobrze. Brakowało mu słów żeby dobrze to opisać. Bał się otworzyć usta żeby znowu nie padło z nich coś głupiego i kompletnie nie oddającego jego uczuć i myśli. Patryk był na wyciągnięcie ręki. Mógł stać w miejscu i zostawić to wszystko tak jak jest teraz. Ale czy tego chciał? Przestał myśleć. Jego ciało reagowało instynktownie. Zwinnym ruchem uklęknął na łóżku i pocałował Patryka. Przez ułamek sekundy widział jak jego źrenice rozszerzają się z zaskoczenia. Tym razem nie próbował być delikatny. Nie traktował go jak spłoszonego zwierzątka, które trzeba oswoić. Krew huczała w uszach jakby tuż obok nich właśnie utworzył się wodospad. Kiedy się od siebie odsunęli ich oddechy były przyspieszone. Po raz pierwszy patrzył na Patryka bez krępacji. Wolno przysunął się bliżej i niepewnie pocałował go w szyję.
Jedno muśnięcie warg i czuł, że ręce dłużej nie utrzymają jego ciężaru. Jak jeden gest mógł tak całkowicie pozbawić go woli walki? Przez tyle miesięcy powstrzymywał się niezależnie od tego jak blisko byli. Teraz nawet jego oddech drażnił zmysły do granic możliwości. Serce łomotało w piersi boleśnie obijając się o żebra. Kiedy Tymek się odsunął jego ciało podążyło tym samym torem. Znowu ten cudowny moment. Miał go całego dla siebie. Słyszał ciężki oddech tuż obok swojego ucha, czuł dreszcze na jego skórze kiedy przejeżdżał dłonią po odsłoniętych przedramionach. Widział jak ukrywał niepewność i zażenowanie kiedy jego usta i dłonie poznawały wolno kolejne centymetry cudownie miękkiej skóry.
Musisz mu powiedzieć.
Cholera jasna spływaj stąd zrozumiałeś!
Ma prawo wiedzieć.
Patryk wszystko w porządku? Powiedz coś!
- Patryk. Hej Patryk spójrz na mnie. Wszystko dobrze?
Odsunął się od niego i dotknął swojej twarzy. Płakał. Cholera.
- Przepraszam.
- Zrobiłem coś nie tak? Przepraszam nie chciałem…
Zamknął mu usta pocałunkiem. Został kilka milimetrów od jego twarzy.
- To nie twoja wina. – Odetchnął głęboko. – Muszę ci…
Dzwonek do drzwi przeciął panującą w domu ciszę. Popatrzyli na siebie, na pomięte ubrania i mrowiące ze słodkiego wysiłku usta.
- Porozmawiamy później zgoda? – Pocałował go jeszcze raz i wstał. Zarzucił na siebie bluzę i ruszył do drzwi. Odwrócił się jeszcze w progu i włączył światło oślepiając Tymka.
- Dzięki wiesz. Serio świetny pomysł.
Roześmiał się głośno i szczerze. Serce Tymka skoczyło z radości. Tego śmiechu mu brakowało.
- Nie wiem kto to ale lepiej żebyś nie wyglądał jakbym cię właśnie … zdeprawował. – Mrugnął do niego i zniknął za drzwiami zanim rzucona poduszka zdołała go choćby musnąć.

- Czemu nie odpisujesz na sms? – Sylwia już zdążyła przecisnąć się obok niego i stała w korytarzu czekając na ruch Rafała.
- Sms? Cześć cześć wchodź. Jaki sms?
Sylwia spojrzała na Rafała, ale ten tylko wzruszył ramionami.
- Pisaliśmy ci, że chcemy z tobą pogadać.
- Ah nie słyszałem żadnego wybacz. Jestem z Tymkiem.
Sylwia zaczerwieniła się lekko.
- Przepraszam nie wiedziałam.
- Dlatego mówiłem żebyś poczekała aż odpisze. Idziemy. Pogadamy następnym razem to nie ucieknie. – Wymownie spojrzał na Sylwie i sięgnął po jej dłoń. Nie protestowała.
- Czekajcie. Skoro już jesteście to wejdźcie chociaż na kilka minut. Nie znasz jeszcze Tymka. – Spojrzał z uśmiechem na Rafała, który pokręcił lekko głową. – Siadajcie w salonie pójdę po niego.
Odczekali chwilę aż zniknął za załomem ściany i usiedli na kanapie.
- Mówiłem ci, żebyś tak nie wariowała. Nie możesz być ciągle taka narwana. Podejrzewam, że właśnie popsuliśmy im świetny wieczór.
Sylwia pokiwała głową. Milczała przez dłuższą chwilę po czym spojrzała Rafałowi w oczy.
- Wygląda na szczęśliwego jakby tamto nigdy się nie wydarzyło. Masz rację podchodzę do tego bardziej emocjonalnie niż on. Ty powinieneś mu powiedzieć. Sam beze mnie.
- A dziś co zamierzasz mu powiedzieć?
- Nic konkretnego. Po prostu poznajmy Tymka trochę bliżej. To też pewnie bardzo mu pomoże.
Objął ją ramieniem. Spojrzeli w stronę pokoju Patryka skąd właśnie wyszedł niższy od niego chłopak z niepewnym uśmiechem i zaczerwienionymi ustami. Rafał zaśmiał się w duchu. Popsuliśmy im ten wieczór bardziej niż sądziłem.
- Cześć miło cię wreszcie poznać! Sporo o tobie słyszałem.
- Mi też miło. Jesteś Rafał tak? Cześć Sylwia.

„A” Roz. XIII

- Nie! – Gwałtownie usiadł na łóżku. Koszulka lepiła się do ciała, ręce drżały jak w wysokiej gorączce. Potarł oczy. Całą twarz miał mokrą od łez. Opadł z powrotem na poduszkę i ciasno okrył się kołdrą. Znowu ten sen. Głowa pulsowała zgodnie z przyśpieszonym rytmem serca. Słońce powoli zaczynało przebijać się przez zasłony rysując na podłodze cienką świetlistą linię. Sięgnął po telefon i po raz kolejny odczytał ostatni sms. Uśmiechnął się do siebie. Naprawdę się udało. Ciągle czuł zapach Tymka. Wspomnienia pocałunków wzbudzały w sercu przyjemne dreszcze.
Musisz mu powiedzieć.
Położył się na brzuchu i nakrył głowę poduszką. Nie myślał o tym wcześniej. Nie umiał nawet stwierdzić czy kiedykolwiek planował mu powiedzieć. Wpatrywał się hipnotycznie w przesuwające się wskazówki ściennego zegara. Czas płynął nieznośnie wolno. Chciał już wstać i zająć się czymś co mogłoby zmącić jego myśli. Niedziela. Westchnął ciężko. Zegar wybił szóstą trzydzieści. Cholerny czas. Sięgnął do szuflady i wyciągnął podręcznik. Może chociaż zdoła się pouczyć.

* * * *
Zegar wybijał właśnie dziesiątą. Dziesiątą? Dawno nie spał tak długo i tak dobrze. Oderwał głowę od poduszki i natychmiast tego pożałował.Jak mógł się doprowadzić do takiego stanu. Telefon wydał z siebie krótki urywany dźwięk. Wymacał dłonią odpowiedni kształt spośród wielu drobnych rzeczy porozrzucanych po blacie. Po raz pierwszy był wdzięczny za popsutą kontrolę jasności wyświetlacza. Sms. „Gdzieś ty wczoraj zniknął?! Przyszły dziewczyny ze szkoły Michała. Żałuj. Za tydzień robimy powtórkę.”
Pchnął telefon po biurku. Potwornie chciało mu się pić. Powoli dotarł do plecaka i wyciągnął na wpół pełną butelkę soku. Wczorajszy wieczór był jak klatki ze starego filmu. Czuł się tak jakby oglądał samego siebie oczami innej osoby. Ale jedno pamiętał aż zbyt dokładnie. Przenikliwe spojrzenie utkwione w jego oczach, ustach. Dłonie na plecach. Pocałunki. Poczuł jak jego twarz płonie. Ciało reagowało na każde wspomnienie. Kolejny urwany dźwięk.
„Może wpadłbyś do mnie wieczorem?”
Strach wymieszał się z radością. Poczuł w sercu przyjemne łaskotanie. Trzęsącymi dłońmi wystukał kilka słów.
- Mamo jedliście już śniadanie?
- Tak. Na stole masz kilka kanapek. Ubierz się trochę o trzynastej przyjeżdża ciocia Lucyna.

* * * *

„Będę około piątej. Przyniosę jakiś film.”
Uśmiechnął się szeroko. Jak dotąd wszystko było takie naturalne. Po raz pierwszy od bardzo dawna świat miał naprawdę jasne kolory.
- Tato o której wychodzicie?
- O szóstej a co?
- Nic takiego. Przyjdzie do nas Tymek. – Przysiadł na stole i obrócił w dłoniach jabłko.
- Zostawię wam trochę pieniędzy na pizze.
- Dzięki tato. Późno wrócicie?
- Niezbyt. Najpóźniej o dziesiątej. Mama ma rano spotkanie.
- Już mnie obgadujecie nie można was zostawić ani na chwilę.
- Tymek dziś przyjdzie.
- O naprawdę? Już myślałam, że się pokłóciliście tak dawno go u nas nie było.
- Mieliśmy małe nieporozumienie ale mam nadzieję, że dziś już wszystko sobie wyjaśnimy.
Mama Patryka uśmiechnęła się do niego porozumiewawczo. Ojciec właśnie dobitnie oceniał wyczyny piłkarzy przed telewizorem.
- Ten chłopak sprawia, że uśmiechasz się nawet robiąc herbatę. – Patryk poczuł, że się rumieni. – Oby był tego wart. – Przytuliła go lekko i potargała włosy. Zawsze był im za to wdzięczny.
- Jest mamo. Czuję, że naprawdę jest.

„A” Roz. XII

- Mmmh…
Co ja wyprawiam? Patryk… Jak tak dalej pójdzie to…
- Akh….
Osunął się po ścianie prysznica. Patrzył jak krople wody powoli zmywają resztki spermy z jego dłoni. Nawet kiedy został sam emocje nie opadły ani trochę. Nawet wspomnienia przyprawiały go o szybsze bicie serca. Wstał i namydlił ciało. Po raz pierwszy czuł, że to co zrobił nie wystarczy.
Ciekawe jak to jest… Nie wiem czy wytrzymałbym jego dotyk.
Rzucił się na łóżko z nadal wilgotnymi włosami. Otulił go jego zapach. Zamknął oczy. Co teraz? Powinien zaczął się zachowywać jakoś inaczej? A w szkole?
Czy w ogóle coś powinno się zmienić? Nie mówił nic o związku. Całowaliśmy się, ale…
Telefon przesunął się lekko po blacie biurka. „Dobrej nocy :)”. Uśmiech sam wypłynął na jego usta. Wystukał kilka liter i odłożył telefon.

*****

- Jezu Patryk wszystko gra?
- Tak wszystko dobrze spokojnie.
- Spokojnie!? Nie mieliśmy z tobą kontaktu przez cztery godziny! Wyłączyłeś telefon! Nie wróciłeś do domu! No i … Kamil mówił, że wybiegłeś za Tymkiem.
- Byłem z nim przez ten cały czas. Naprawdę wszystko jest w porządku. … Sylwia?
- Przepraszam. Byliście razem? To znaczy, że się pogodziliście?
- Na to wygląda. To był zdecydowanie najlepszy wieczór w moim życiu. Chyba muszę wam jakoś podziękować.
- Spałeś z nim?!
- Zwariowałaś!?
- Patryk!
- Nie naprawdę nie! Całowaliśmy się to wszystko.
- Patryk!!
- Co?!
- Jeśli to pójdzie dalej będziesz musiał mu powiedzieć…
- Nie teraz.
- A kiedy? Ma prawo wiedzieć. Musi wiedzieć. Nie masz pewności jak…
- Sylwia nie powiem mu. Jeszcze nie teraz. Dopiero co go odzyskałem. Nie spieprzę wszystkiego jedną opowieścią. Nie chce go wystraszyć.
- Ah…. Kiedyś będziesz musiał to zrobić. Im dalej się posuniecie tym trudniej będzie ci utrzymać tajemnicę.
- Pogadamy jutro dobra? Jestem pod domem. Dasz znać chłopakom?
- Tak pewnie. Pa.
- Pa.
Zatrzymał się i wystukał krótką wiadomość. Wsunął telefon do kieszeni. Salon rozświetlały raz po raz zmieniające się sceny filmu. Na kanapie siedzieli rodzice. Zamknął drzwi na tyle głośno żeby usłyszeli, że wrócił. Korytarz natychmiast wypełniły szybkie kroki.
- Boże Patryk gdzieś ty był tak się martwiliśmy.
- Byłem u Tymka. Nie zauważyłem, że wyłączył mi się telefon przepraszam.
- Rafał cię szukał. Nie wychodziłeś z nimi?
- Tak wychodziłem ale później spotkałem Tymka. Myślałem, że widzieli jak razem wychodzimy. Jak widać jestem cały. – Uśmiechnął się i obrócił.
Ojciec otoczył matkę ramieniem.
- Mówiłem ci, że gdzieś się zasiedział. Chodźmy spać. Dobranoc synku.
- Dobranoc.
Udawał, że rozsznurowuje supeł aż zamknęły się drzwi ich sypialni. Wszedł do łazienki i puścił wodę. Przyjrzał się sobie w lustrze. Potargane włosy, pomięta koszula, zadrapanie na szyi. Wcześniej nawet go nie poczuł. Telefon wydał krótki dźwięk. Sięgnął do kieszeni. „Tobie też :*”. Miał wrażenie, że jego serce podskoczyło z radości.
Musisz mu powiedzieć!
Pokręcił głową żeby odegnać wspomnienia.
Jeszcze nie teraz.
Zarzucił ubrania i wszedł pod prysznic. Ciepłe krople otuliły całe ciało. Czuł na sobie zapach Tymka. Uśmiechnął się do własnych myśli.
A jednak marzenia się spełniają.
Jutro pewnie się nie spotkają. Tymek odchoruje taką ilość alkoholu to pewne. W poniedziałek mógłby go zabrać do kina. Randka. Przez jego serce przeszła fala dreszczy. Położył się na łóżku i zakrył oczy ręką. Nie chciało mu się spać. Wspomnienia dzisiejszego wieczoru przeplatały się ze słowami Sylwii. Naciągnął kołdrę na głowę i ukrył się w mroku. Był taki szczęśliwy, że jego przeszłość mogłaby nigdy się nie wydarzyć. Czuł jakby właśnie narodził się na nowo. Ale przeszłość była zbyt blisko.
Kiedyś mu powie. Niedługo. Jak tylko poczuje, że naprawdę ten wieczór nie był jedynie zasługą alkoholu. Powie mu wszystko. Powie… Łzy spłynęły na materac. Nie chce pamiętać.